Relacja z II Zawodów w łowiectwie podwodnym o Puchar Prezesa Stowarzyszenia Spearfishing Poland

Ile ryb może wyciągnąć z jeziora 35 uzbrojonych w kusze facetów?
Skojarzenie z kawałami o milicjantach z czasów kiedy wchodziło się do wody w „stomilowskich” skafandrach, jak najbardziej trafne. Dalej robi się jeszcze śmieszniej. Wystarczy zerknąć na protokół z cyklicznych już II Zawodów w Łowiectwie Podwodnym o Puchar Prezesa Stowarzyszenia Spearfishing Poland, które odbyły się w dniach 24-26 września na jeziorze Ińsko.

IńskoTrzydziestu pięciu zawodników, 5 godzin w jeziorze o powierzchni 596 ha i tylko dwa wymiarowe szczupaki. O czym może świadczyć taki wynik? Na pewno nie o samych łowcach, bowiem na zawody przyjechali zawodnicy, którzy mogą pochwalić się wieloletnim doświadczeniem w tej dyscyplinie. Od lat nie odpuszczają żadnej imprezy łowieckiej, reprezentując nasz kraj także podczas zagranicznych turniejów w Norwegii czy na Litwie. Zatem co?

Trudno powiedzieć, bowiem pogoda dopisała rewelacyjnie. Piękne słonko przyświecało już od piątku, kiedy to uczestnicy imprezy pojawiali się na miejscu meldując się w biurze zawodów. Tym razem baza zawodów została zorganizowana w ośrodku Wisola, oddalonym od Ińska o niecałe 5 km. Malowniczo położona miejscówka na cyplu wdzierającym się w wody jeziora o tej samej nazwie, okazała się niezwykle gościnnym miejscem i już od piątkowego wieczoru sprzyjała przyjaznym pogawędkom i opowieściom w gronie znajomych, pasjonatów łowiectwa.

Na ostatnich zawodników przyszło czekać do późnych godzin nocnych. Czas jednak mijał beztrosko pod gwiaździstym niebem, a chłód wieczoru rozpraszało tlące się ognisko. W końcu i życie nocne ustało. Następnego dnia czekał wszystkich wyczerpujący turniej. Należało się wyspać.
Odprawa rozpoczęła się z małym opóźnieniem i po prezentacji zasad oraz losowaniu punktów startowych, wszyscy rozeszli się do swoich domków aby przygotować wymagany regulaminem ekwipunek. Parę minut potem, zawodnicy podążyli za sędziami do wylosowanych punktów startowych.

Przed startemTradycyjnie już pierwszy punkt startowy znajdował się na plaży miejskiej. Tam również zlokalizowano zaplecze medyczne oraz usytuowano bazę ratowników wodnych. Na drugi punkt zawodów organizator obrał przeciwległy brzeg północnej odnogi jeziora, w lesie, za miejscowością Ścienne.

Wszyscy zawodnicy dotarli na miejsce i punktualnie o godzinie 11-tej sędziowie rozpoczęli zawody. Niektórzy bez ociągania wskoczyli do wody i rozpłynęli się po jeziorze. Na brzegu pozostali tylko ci, którzy dość nonszalancko podchodzili do rywalizacji. Dla większości liczyła się tak na prawdę frajda z nurkowania w wodzie o dużej przejrzystości, przy bajecznym, jesiennym słońcu. Nie musieli się spieszyć. Dopiero po 30 minutach od oficjalnego startu sędziowie mieli prawo zdyskwalifikować opieszałego zawodnika. Na szczęście wszyscy znaleźli się w wodzie w regulaminowym czasie i ruszyli na poszukiwanie ryb, które mogłyby dać zwycięstwo w turnieju. Minuty płynęły leniwie a sielankę oczekiwania potęgowało słońce, które paliło niemal przez cały czas.

Pięć godzin to sporo czasu. Zarówno temperatura wody, jak i pogoda, świadczyły o tym, że raczej nikt z zawodników nie zdecyduje się na zakończenie rywalizacji przed czasem. Niewiele minut pozostało do końca zawodów, kiedy poczęli wychodzić pierwsi łowcy. Wieści nie były zbyt dobre. Zarówno w punkcie „A” jak i punkcie „B” nie było żadnej ryby. Dopiero po chwili pojawił się pierwszy szczupak, który szybko zmierzony jeszcze na pomoście okazał się liderem w stawce. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że 51 cm może dać zwycięstwo. Kolejni zawodnicy pojawiali się na pomoście z pustymi nizałkami. Mimo marnych wyników, większość wychodziła z wody uśmiechnięta, dzieląc się wrażeniami z nurkowania przy tak wspaniałych warunkach pogodowych. Pozostawał pewien niesmak, ale przecież nie o to chodzi w tego typu imprezach. Spotkanie z kolegami, których niejednokrotnie nie widzi się latami, wymiana doświadczeń, rozmowy o sprzęcie oraz wspomnienia z wypadów nad wodę, to rzeczy które przede wszystkim decydują o frekwencji. Jancio WodnikŚrodowisko łowców podwodnych jest niezwykle małe. Okazji do spotkań jest niewiele, dlatego możliwość wspólnego polowania daje tyle frajdy każdemu. Napiętnowani przez wędkarzy trzymamy się razem wykorzystując każdą okazję aby pokazać prawdziwe oblicze łowiectwa. Sportu, który obrósł mitem wielkich połowów. Te zawody są doskonałym przykładem na to, że nie zawsze wychodzi się z wody z pełną nizałką. Wbrew pozorom nie jest łatwo podejść i strzelić rybę. Tutaj doskonale widać jak nieprawdziwy i niesprawiedliwy jest stereotyp lansowany przez ludzi pozbawionych prawdziwej wiedzy na ten temat.

Najważniejsze jednak było to, że wszyscy bezpiecznie zameldowali się w punktach startowych. Sędziowie zakończyli zawody w regulaminowym czasie i można było spokojnie wrócić do ośrodka. Tam, na zmęczonych zawodników czekał gorący prysznic oraz ciepły obiad.

Nie było zbyt wiele pracy związanej z ważeniem ryb. Dwa wymiarowe szczupaki oraz kilka nie spełniających wymogów wagowych płoci i okoni zważono w trybie ekspresowym i już po chwili można było przystąpić do wręczenia nagród oraz oficjalnego zakończenia imprezy.

Pierwsze miejsce zajął Roman Witek z Jeleniej Góry. Jego szczupak o wadze 0,81 kg i wymiarze 51 cm okazał się nie mieć konkurencji. Ta sama ryba okazała się największą rybą zawodów i dała Romanowi dodatkowe nagrody. Drugie miejsce zajął Grzegorz Szwajkowski spod Wrocławia. Na jego nizałce zawisnął szczupak o takiej samej wadze, jednak o wymiarze 50 cm. Zadecydował jeden centymetr. Niestety trzeciego miejsca oraz specjalnej nagrody dla najwyżej punktowanego członka Stowarzyszenia, nie przyznano. Może za rok?

Tradycją zawodów stały się bardzo atrakcyjne nagrody, które zostały częściowo ufundowane przez sponsorów. W końcu w wodziePragniemy podziękować sklepom internetowym: snoork.pl, spearfishing24.pl oraz militariaonline.pl. W zawody zaangażował się Wrocławski Park Wodny, firma Mares, Waterfall oraz włoski Acquasub. Imprezę wspierał Urząd Gminy i Miasta Ińsko, Stowarzyszenie Safe Water Association oraz Klub Mares z Koszalina. Patronat medialny nad zawodami przejął Magazyn Nurkowanie. Każdy zawodnik otrzymał pamiątkowy dyplom, koszulkę z logiem zawodów oraz ciepłą czapkę, która na pewno przyda się podczas jesiennych wypadów nad wodę. Wszak do zakończenia sezonu pozostało jeszcze trochę czasu.
Wieczorna, nieoficjalna część zawodów szybko nabrała tempa i dość powiedzieć, że ostatni „zawodnicy” schodzili z pola boju bladym świtem. Miła atmosfera ośrodka, poczęstunek przygotowany przez organizatora oraz gitarowe dźwięki przy ognisku sprzyjały opowieściom i zabawie do białego rana.

Następnego dnia żal było opuszczać Wisolę i wracać do codziennych obowiązków. Każdy zaklinał się, że pojawi się za rok. Mam nadzieję, że wszyscy dotrzymamy słowa, a kolejne zawody organizowane przez Stowarzyszenie Spearfishing Poland dostarczą jeszcze większych wrażeń. Może w końcu dopisze także ryba…

Wszystkie zdjęcia z imprezy można zobaczyć w naszej galerii. http://spearfishing.pl/galeria/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *